Archive → Marzec, 2010
Pieprzyć go
Odwróciła się, żeby zobaczyć jego twarz, zanim ją dopadnie, ale w jej stronę biegło pudełko z przyborami do szycia: suwak zamiast ust, guziki zamiast oczu, a wszystko przyszyte na białym lnie, tak ciasno przylegającym do potwora, że ślina zrobiła ślad wokół jego ust. Ukrył twarz, lecz nie zęby. Trzymał je wysoko nad głową, błyszczące noże, a ich ostrza pochylały się jak łodygi trawy, by wykłuć jej oczy. Uchyliła się przed nimi, ale natychmiast znalazły się przy niej; usta za suwakiem zawołały ją po imieniu.
- Lepiej skończmy z tym, Lori.
.Ostrza znów się zbliżały, ale była szybsza. Maska nie wydawała się spieszyć, nadciągała wolno, wstrętnie poufała.
- Sheryl była rozsądniejsza – stwierdził. – Po prostu stała i czekała na to, co się zdarzy. Continue reading →
odkryła w zasięgu wzroku jednego z graczy i zabawa się skończyła
Nie była jednak pewna czy to ona, wkroczyła więc przez drzwi, aby poszukać żartownisiów.
Znów rozległ się śmiech, a gdy ucichł, Sheryl powiedziała:
- Curtis – tonem żartobliwego oburzenia, które przeszło znów w pusty śmiech.
A więc wspaniały kochaś tam był. Już chciała wracać na ulicę, by wsiąść do samochodu. A te przeklęte głupki niech prowadzą swoje gierki. Myśl o samotnym wieczorze w pokoju hotelowym i słuchaniu, jak inni się bawią popchnęła ją jednak do kolejnego podejścia do pogorzeliska.
Gdyby nie jasność klepek podłogowych, odbijających światło ulicy w stronę obelkowania sufitu, nie odważyłaby się zapuścić tak daleko. Continue reading →
Tam może być niebezpiecznie
Każdy sklep w pasażu zamknięty, kilka – nawet na stałe; chodniki – kompletnie opustoszałe. W tym miejscu nie chciałyby się zatrzymać.
- Nie widzę go – odezwała się.
- Ja też.
- I co teraz robimy? – spytała Lori, starając się jak mogła nie zdradzać swojej irytacji. Jeśli to miał być pomysł Curtisa-Pięknisia na spędzenie wolnego czasu, w takim razie dobry smak Sheryl stał pod znakiem zapytania. Czyż jednak Lori miała prawo ją osądzać? Sama kochała i następnie straciła psychopatę.
- On musi gdzieś tu być – w głosie Sheryl zabrzmiała nadzieja. – Curtis? – zawołała, otwierając pchnięciem osmalone drzwi. Continue reading →
On nas prawdopodobnie obserwuje
Ma zabawne poczucie humoru – odezwała się. – Rozumiesz, nigdy nie wiadomo, czy żartuje, czy mówi poważnie. Właśnie taki on jest.
Wspaniale, pomyślała Lori, marnuje się, mógłby być dobrym komikiem. W obecności Sheryl, z jej dziewczęcym zapałem, znajdowała znów pocieszenie. To gadanie bez końca o Curtisie, nie dało Lori nic więcej niż konturowy portret postaci, wycięty przez ulicznego artystę: zarys, żadnych szczegółów. A mimo wszystko odrywało to Lori od myśli o Midian i jego tajemnicach.
Początek wieczoru pełen był dobrego humoru i przygotowań do wyjścia na miasto, tak że chwilami zastanawiała się, czy to, co zdarzyło się w nekropolii, nie było tylko jej halucynacją. Ale miała dowód potwierdzający wspomnienia: rozcięcie przy ustach, dzieło krnąbrnej gałęzi. Niewielki ślad, ale pamięć bólu nie pozwalała wątpić w jej zdrowe zmysły. Była w Midian. Trzymała w ramionach stworzenie zmieniające kształt i stała na schodach krypty, patrząc na wyziewy, tak intensywne, że zachwiałaby się nawet wiara świętego. Continue reading →
Po dwóch minutach dowiedziała się już o szczegółach
Wracając do Shere Neck, włączyła radio na cały regulator, aby jakoś trzymać się przy życiu i nie myśleć o niczym. Z każdą milą uświadamiała sobie jednak coraz silniej, że nie zdoła ukryć swoich przeżyć przed Sheryl i tym samym – nie dotrzyma danej obietnicy. To, co przeżyła, musi być widoczne, w twarzy, w głosie. Ale jej obawy okazały się bezpodstawne. Może potrafiła ukrywać wnętrze lepiej, niż sądziła, a może Sheryl okazała się mniej spostrzegawcza? W każdym razie Sheryl zadała tylko kilka zdawkowych pytań dotyczących jej powtórnej wizyty w Midian, zanim przeszła do opowiedzenia o Curtisie.
- Chcę, żebyś go poznała – powiedziała. – Po prostu upewnisz mnie, że nie śnię.
- Zamierzam jechać do domu, Sheryl – odrzekła Lori. Continue reading →
Nie zdawała sobie sprawy, z jaką siłą działały
Nagle pokryła się gęsią skórką, szumiało jej w uszach. Żadną siła woli nie była w stanie zwalczyć zwierzęcego imperatywu zakazującego jej schodzić; mogła tylko stać jak wmurowana i gapić się w głąb. Nawet łzy nagle wyschły i ślina odpłynęła w głąb z ust, więc nie mogła także mówić. Nie zdołałaby teraz zawołać w ciemność, by wymusić jakąś odpowiedź. Chociaż nie widziała nikogo, wiedziała intuicyjnie, że są o wiele straszniejsi niż Rachel i jej dziecko-bestia. Zmiana kształtu to niemal naturalny akt na tle innych umiejętności, jakie posiedli. Czuła ich perwersyjność w powietrzu. Wdychała i wydychała ją. To oczyściło jej płuca i przyspieszyło akcję serca.
Jeśli zwłoki Boone’a służyły im za igraszkę, nie było o czym mówić. Musiała się pocieszyć nadzieją, że jego duch był gdzieś w jasności.
Pokonana, cofnęła się o krok. Cienie jednak niechętnie ją opuszczały. Czuła, jak wciskają się pod jej bluzkę i chwytają za rzęsy; tysiąc małych uchwytów na jej ciele, spowalniających odwrót. Continue reading →
Nie miałaś tego oglądać
Wiemy – brzmiała odpowiedź z ciemności. – Widzieliśmy. A jednak musisz wrócić.
Widzieliśmy – powtórzyła w myśli Lori. Ilu jeszcze było pod ziemią, ilu z Nocnego Plemienia?
Bliskość otwartych drzwi kusiła ją, by zdobyć się na odwagę i rzuciła wyzwanie głosowi, który usiłował uciszyć jej informatorkę.
- Uratowałam dziecko – powiedziała. – Myślę, że za to zasłużyłam na wdzięczność.
W ciemności zaległa cisza, potem rozbłysnął punkcik gorącego popiołu i Lori zdała sobie sprawę, że Pan Lylesburg stoi niemal u szczytu schodów, gdzie światło z zewnątrz powinno go właściwie oświetlać, chociaż słabo, ale cień jakoś zakrzepł na jego sylwetce i uczynił niewidzialnym – oprócz papierosa. Continue reading →
Kobieta miała ból w oczach
Niemożliwe – powtarzał rozum. Gdzieś jednak we wnętrzu Lori uwierzyła. Zwierzę istniało realnie. Przemiana miała miejsce. Otóż i żywe dziecko, płaczące w ramionach matki. Ona też była realna. Każda chwila, w której próbowała zaprzeczyć temu, co widziała, oddalała zrozumienie tego, co widziała. Jej światopogląd nie obejmował takiej tajemnicy, ale jej rozwikłanie pozostawiała sobie na kiedy indziej. Teraz po prostu chciała odejść w słońce, tam, gdzie bały się wychodzić istoty zmieniające kształt. Nie ośmieliła się oderwać od nich oczu, dopóki nie znajdzie się w słońcu. Dotknęła muru, aby kierował jej ostrożnymi krokami. Matka Babette chciała jednak zatrzymać ją jeszcze na chwilę.
- Zawdzięczam ci coś – odezwała się.
- Nie – odparła Lori. – Nie chcę… nic… od ciebie. Continue reading →