Category → winamp
odkryła w zasięgu wzroku jednego z graczy i zabawa się skończyła
Nie była jednak pewna czy to ona, wkroczyła więc przez drzwi, aby poszukać żartownisiów.
Znów rozległ się śmiech, a gdy ucichł, Sheryl powiedziała:
- Curtis – tonem żartobliwego oburzenia, które przeszło znów w pusty śmiech.
A więc wspaniały kochaś tam był. Już chciała wracać na ulicę, by wsiąść do samochodu. A te przeklęte głupki niech prowadzą swoje gierki. Myśl o samotnym wieczorze w pokoju hotelowym i słuchaniu, jak inni się bawią popchnęła ją jednak do kolejnego podejścia do pogorzeliska.
Gdyby nie jasność klepek podłogowych, odbijających światło ulicy w stronę obelkowania sufitu, nie odważyłaby się zapuścić tak daleko. Continue reading →
On nas prawdopodobnie obserwuje
Ma zabawne poczucie humoru – odezwała się. – Rozumiesz, nigdy nie wiadomo, czy żartuje, czy mówi poważnie. Właśnie taki on jest.
Wspaniale, pomyślała Lori, marnuje się, mógłby być dobrym komikiem. W obecności Sheryl, z jej dziewczęcym zapałem, znajdowała znów pocieszenie. To gadanie bez końca o Curtisie, nie dało Lori nic więcej niż konturowy portret postaci, wycięty przez ulicznego artystę: zarys, żadnych szczegółów. A mimo wszystko odrywało to Lori od myśli o Midian i jego tajemnicach.
Początek wieczoru pełen był dobrego humoru i przygotowań do wyjścia na miasto, tak że chwilami zastanawiała się, czy to, co zdarzyło się w nekropolii, nie było tylko jej halucynacją. Ale miała dowód potwierdzający wspomnienia: rozcięcie przy ustach, dzieło krnąbrnej gałęzi. Niewielki ślad, ale pamięć bólu nie pozwalała wątpić w jej zdrowe zmysły. Była w Midian. Trzymała w ramionach stworzenie zmieniające kształt i stała na schodach krypty, patrząc na wyziewy, tak intensywne, że zachwiałaby się nawet wiara świętego. Continue reading →
Nie miałaś tego oglądać
Wiemy – brzmiała odpowiedź z ciemności. – Widzieliśmy. A jednak musisz wrócić.
Widzieliśmy – powtórzyła w myśli Lori. Ilu jeszcze było pod ziemią, ilu z Nocnego Plemienia?
Bliskość otwartych drzwi kusiła ją, by zdobyć się na odwagę i rzuciła wyzwanie głosowi, który usiłował uciszyć jej informatorkę.
- Uratowałam dziecko – powiedziała. – Myślę, że za to zasłużyłam na wdzięczność.
W ciemności zaległa cisza, potem rozbłysnął punkcik gorącego popiołu i Lori zdała sobie sprawę, że Pan Lylesburg stoi niemal u szczytu schodów, gdzie światło z zewnątrz powinno go właściwie oświetlać, chociaż słabo, ale cień jakoś zakrzepł na jego sylwetce i uczynił niewidzialnym – oprócz papierosa. Continue reading →