<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Słodkie Aniołki</title>
	<atom:link href="http://slodki.aniolek.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://slodki.aniolek.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Mar 2010 22:21:07 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pieprzyć go</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/pieprzyc-go/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/pieprzyc-go/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:21:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[czy warto inwestować?]]></category>
		<category><![CDATA[gry bluetooth]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/pieprzyc-go/</guid>
		<description><![CDATA[Odwróciła się, żeby zobaczyć jego twarz, zanim ją dopadnie, ale w jej stronę biegło pudełko z przyborami do szycia: suwak zamiast ust, guziki zamiast oczu, a wszyst­ko przyszyte na białym lnie, tak ciasno przylegającym do potwora, że ślina zrobiła ślad wokół jego ust. Ukrył twarz, lecz nie zęby. Trzymał je wysoko nad głową, błyszczące noże, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odwróciła się, żeby zobaczyć jego twarz, zanim ją dopadnie, ale w jej stronę biegło pudełko z przyborami do szycia: suwak zamiast ust, guziki zamiast oczu, a wszyst­ko przyszyte na białym lnie, tak ciasno przylegającym do potwora, że ślina zrobiła ślad wokół jego ust. Ukrył twarz, lecz nie zęby. Trzymał je wysoko nad głową, błyszczące noże, a ich ostrza pochylały się jak łodygi</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">trawy, by wykłuć jej oczy. Uchyliła się przed nimi, ale natychmiast znalazły się przy niej; usta za suwakiem zawołały ją po imieniu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Lepiej skończmy z tym, Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">.Ostrza znów się zbliżały, ale była szybsza. Maska nie wydawała się spieszyć, nadciągała wolno, wstrętnie poufała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sheryl była rozsądniejsza &#8211; stwierdził. &#8211; Po prostu stała i czekała na to, co się zdarzy.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pieprzę cię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Może później.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przejechał jednym z ostrzy po rzędzie wiszących garnków, aż zazgrzytało i poszły iskry.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ale potem, kiedy trochę ostygniesz &#8211; zaśmiał się rozdziawiając suwak. &#8211; Jest na co czekać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pozwoliła mu mówić, wciąż starając się wymyślić jakąś trasę ucieczki. Ale szansę były nikłe. Wyjście przeciwpożarowe zostało zablokowane przez spalone belki; jedyną szansę dawała ucieczka przez wejście, którym tu wkroczyła, a między nią a tym przejściem stała Maska, ostrząc swoje zęby jeden o drugi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów nadciągał. Już bez drwin, skończył się czas na gadanie. Gdy się zbliżał, pomyślała o Midian. Z pewnoś­cią nie po to tyle przeszła, żeby dać się posiekać przez jakiegoś samotnego psychopatę!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pieprzyć go.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdy noże sunęły w jej stronę, chwyciła z wieszaka powyżej jakiś garnek i wymierzyła w jego twarz. Trafiła w sam środek. Siła, z jaką go uderzyła, zaszokowała ją. Człowiek-Maska zatoczył się, upuszczając jedno z ostrzy. Zza płótna nie dobiegł jednak żaden dźwięk. Przeniósł tylko pozostałe ostrze z prawej ręki do lewej, potrząsnął głową, jak gdyby odpędzał dzwonienie w czaszce i znów gorączkowo przystąpił do niej. Miała czas zaledwie na to, by podnieść garnek w swojej obronie. Ostrze ześliznęło się i dosięgło jej ręki. Przez moment nie czuła bólu, nie było krwi.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/pieprzyc-go/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>odkryła w zasięgu wzroku jednego z graczy i zabawa się skończyła</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/odkryla-w-zasiegu-wzroku-jednego-z-graczy-i-zabawa-sie-skonczyla/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/odkryla-w-zasiegu-wzroku-jednego-z-graczy-i-zabawa-sie-skonczyla/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:20:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[winamp]]></category>
		<category><![CDATA[wracam do domu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/odkryla-w-zasiegu-wzroku-jednego-z-graczy-i-zabawa-sie-skonczyla/</guid>
		<description><![CDATA[Nie była jednak pewna czy to ona, wkroczyła więc przez drzwi, aby poszukać żartownisiów.
Znów rozległ się śmiech, a gdy ucichł, Sheryl powiedziała:
- Curtis &#8211; tonem żartobliwego oburzenia, które przeszło znów w pusty śmiech.
A więc wspaniały kochaś tam był. Już chciała wracać na ulicę, by wsiąść do samochodu. A te przeklęte głupki niech prowadzą swoje gierki. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie była jednak pewna czy to ona, wkroczyła więc przez drzwi, aby poszukać żartownisiów.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów rozległ się śmiech, a gdy ucichł, Sheryl powiedziała:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Curtis &#8211; tonem żartobliwego oburzenia, które przeszło znów w pusty śmiech.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">A więc wspaniały kochaś tam był. Już chciała wracać na ulicę, by wsiąść do samochodu. A te przeklęte głupki niech prowadzą swoje gierki. Myśl o samotnym wieczorze w pokoju hotelowym i słuchaniu, jak inni się bawią popchnęła ją jednak do kolejnego podejścia do pogorzeliska.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdyby nie jasność klepek podłogowych, odbijają­cych światło ulicy w stronę obelkowania sufitu, nie odważyłaby się zapuścić tak daleko.<span id="more-12"></span> Ale przed sobą widziała w półmroku sklepione przejścia, przez które dobiegał śmiech Sheryl. Ruszyła w tym kierunku. Wszy­stkie dźwięki ucichły. Obserwowali jej każdy ostrożny krok. Czuła badawcze spojrzenia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chodźcież, wariaci &#8211; odezwała się. &#8211; Żart skończony. Jestem głodna.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odpowiedź nie nadeszła. Za sobą, na ulicy, usłysza­ła nawoływania Samarytanina. Powrót nie był wskaza­ny. Poszła naprzód pod sklepieniami. Jej pierwsza myśl: on skłamał tylko w połowie &#8211; to była restauracja. Dotarła do kuchni, gdzie prawdopodobnie zaprószył się ogień. Białe kafelki, chociaż osmalone, wciąż przydawa­ły całemu wnętrzu jakiejś niesamowitej luminescencji. Stanęła w drzwiach i bacznie oglądała pomieszczenie. Największa z kuchenek stała pośrodku, a haki z naczy­niami wciąż wisiały nad nią, zasłaniając widok od góry. Żartownisie musieli się ukryć z drugiej strony, tylko tam było jakieś wyj śpię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pomimo lęków, odezwały się w niej wspomnienia dawnych zabaw w chowanego. Jej pierwsza zabawa, bo przecież najprostsza. Jakże uwielbiała, gdy ojciec ją straszył, gonił, a potem chwytał. Gdybyż to on się tu teraz chował i czekał, żeby złapać i przytulić. Ale rak złapał go już dawno temu, za gardło.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sheryl? &#8211; powiedziała.</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>,- </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Poddaję się. Gdzie jesteście?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdy to mówiła, odkryła w zasięgu wzroku jednego z graczy i zabawa się skończyła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sheryl nie kryła się, to śmierć pozostała w ukryciu. Przykucnęła przy kuchence; ciemność wokół niej wyda­wała się zbyt mokra na cień, a głowę miała odrzuconą do tyłu i wyrąbaną twarz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jezu Chryste!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Za Lori rozległ się jakiś dźwięk. Ktoś nadchodził, żeby ją znaleźć. Za późno na ukrycie. Złapana. I to nie przez kochające ramiona, nie przez ojca, udającego potwora. Przez samego potwora.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/odkryla-w-zasiegu-wzroku-jednego-z-graczy-i-zabawa-sie-skonczyla/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tam może być niebezpiecznie</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/tam-moze-byc-niebezpiecznie/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/tam-moze-byc-niebezpiecznie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:19:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[telefony komówrkowe]]></category>
		<category><![CDATA[wracam do domu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/tam-moze-byc-niebezpiecznie/</guid>
		<description><![CDATA[Każdy sklep w pasażu zamknięty, kilka &#8211; nawet na stałe; chodniki &#8211; kompletnie opustoszałe. W tym miejscu nie chciałyby się zatrzymać.
- Nie widzę go &#8211; odezwała się.
- Ja też.
- I co teraz robimy? &#8211; spytała Lori, starając się jak mogła nie zdradzać swojej irytacji. Jeśli to miał być pomysł Curtisa-Pięknisia na spędzenie wolnego czasu, w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Każdy sklep w pasażu zamknięty, kilka &#8211; nawet na stałe; chodniki &#8211; kompletnie opustoszałe. W tym miejscu nie chciałyby się zatrzymać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie widzę go &#8211; odezwała się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ja też.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- I co teraz robimy? &#8211; spytała Lori, starając się jak mogła nie zdradzać swojej irytacji. Jeśli to miał być pomysł Curtisa-Pięknisia na spędzenie wolnego czasu, w takim razie dobry smak Sheryl stał pod znakiem zapytania. Czyż jednak Lori miała prawo ją osądzać? Sama kochała i następnie straciła psychopatę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- On musi gdzieś tu być &#8211; w głosie Sheryl zabrzmiała nadzieja. &#8211; Curtis? &#8211; zawołała, otwierając pchnięciem osmalone drzwi.<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czemu nie zaczekać na niego tutaj, Sheryl?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- On chyba jest w środku.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tam może być niebezpiecznie. Zignorowała tę uwagę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sheryl.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszę. Wszystko w porządku &#8211; zanurkowała w ciemność wnętrza. Woń spalonego drewna i tkanin zaatakowała nozdrza Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Curtis? &#8211; usłyszała wołanie Sheryl.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przejechał jakiś samochód, ze źle wyregulowanym silnikiem. Pasażer, młodzieniec, przedwcześnie łysieją­cy, wychylił się przez okno.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pomóc w czymś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie, dziękuję &#8211; odpowiedziała Lori, niepewna, czy pytanie poczytać za małomiasteczkową uprzejmość, czy też za podrywanie. Pewnie to drugie, zdecydowała, a samochód nabrał szybkości i zniknął; ludzie wszędzie są tacy sami. Jej nastrój poprawiający się błyskawicznie, odkąd znów przebywała w towarzystwie Sheryl, raptow­nie skwaśniał. Nie lubiła ulic opustoszałych, gdy dzień miał się ku końcowi. Noc, zawsze niosąca jakąś obietni­cę, zbyt silnie kojarzyła się z Plemieniem, które przy­brało przecież jej imię &#8211; Nocne Plemię. A czemuż by nie? Ciemność to ciemność, zawsze i wszędzie. Ciem­ność serca, ciemność niebios; jedna i ta sama ciemność. Nawet teraz, w Midian, otwierają się wrota mauzoleów, a światło gwiazd im nie przeszkodzi. Zadrżała na myśl o tym.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W oddali, na jednej z ulic usłyszała odgłos silnika samochodu, hałas, potem pisk hamulców. Czy to&#8217; Dobry Samarytanin na swoim drugim obchodzie?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sheryl? &#8211; zawołała. &#8211; Gdzie jesteś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Z wnętrza budynku dobiegł śmiech, gulgoczący śmiech Sheryl.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/tam-moze-byc-niebezpiecznie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>On nas prawdopodobnie obserwuje</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/on-nas-prawdopodobnie-obserwuje/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/on-nas-prawdopodobnie-obserwuje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:18:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[winamp]]></category>
		<category><![CDATA[wracam do domu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/on-nas-prawdopodobnie-obserwuje/</guid>
		<description><![CDATA[Ma zabawne poczucie humo­ru &#8211; odezwała się. &#8211; Rozumiesz, nigdy nie wiadomo, czy żartuje, czy mówi poważnie. Właśnie taki on jest.
Wspaniale, pomyślała Lori, marnuje się, mógłby być dobrym komikiem. W obecności Sheryl, z jej dziew­częcym zapałem, znajdowała znów pocieszenie. To gada­nie bez końca o Curtisie, nie dało Lori nic więcej niż konturowy portret postaci, wycięty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ma zabawne poczucie humo­ru &#8211; odezwała się. &#8211; Rozumiesz, nigdy nie wiadomo, czy żartuje, czy mówi poważnie. Właśnie taki on jest.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wspaniale, pomyślała Lori, marnuje się, mógłby być dobrym komikiem. W obecności Sheryl, z jej dziew­częcym zapałem, znajdowała znów pocieszenie. To gada­nie bez końca o Curtisie, nie dało Lori nic więcej niż konturowy portret postaci, wycięty przez ulicznego ar­tystę: zarys, żadnych szczegółów. A mimo wszystko odrywało to Lori od myśli o Midian i jego tajemnicach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Początek wieczoru pełen był dobrego humoru i przygotowań do wyjścia na miasto, tak że chwilami zastanawiała się, czy to, co zdarzyło się w nekropolii, nie było tylko jej halucynacją. Ale miała dowód potwier­dzający wspomnienia: rozcięcie przy ustach, dzieło krnąb­rnej gałęzi. Niewielki ślad, ale pamięć bólu nie pozwalała wątpić w jej zdrowe zmysły. Była w Midian. Trzymała w ramionach stworzenie zmieniające kształt i stała na schodach krypty, patrząc na wyziewy, tak intensywne, że zachwiałaby się nawet wiara świętego.<span id="more-10"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Chociaż cały świat pod cmentarzem był odległy od Sheryl i wiru jej romansu tak jak noc od dnia, nie stawał się przez to mniej realny. Kiedyś jednak będzie musiała doświadczyć tej rzeczywistości, znaleźć dla niej w sobie miejsce, choćby to przeczyło wszelkiemu rozsądkowi, wszelkiej logice. Na razie jednak taiła wszystko w sobie, a cięcie przy ustach pieczętowało straż pamięci; po­stanowiła cieszyć się wieczorem, który miała przed sobą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To żart &#8211; stwierdziła Sheryl, kiedy stały przed Hudson Bay Sunset. &#8211; Wspominałam ci przecież, że on ma dziwaczne poczucie humoru?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wymieniona przez niego restauracja była doszczęt­nie wypalona, a pożar miał miejsce kilka tygodni wcześ­niej, sądząc ze stanu belek.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jesteś pewna, że to tu? &#8211; spytała Lori. Sheryl roześmiała się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mówię ci, że to jeden z jego żartów &#8211; powie­działa.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- No to uśmiałyśmy się. A kiedy będziemy jeść? &#8211; nastawała Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- On nas prawdopodobnie obserwuje &#8211; Sheryl próbowała podtrzymać fason.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori rozejrzała się w poszukiwaniu podglądacza. Nie było czego się bać na ulicach miasta takiego jak to, nawet w sobotni wieczór, ale okolica nie wyglądała zachęcająco.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/on-nas-prawdopodobnie-obserwuje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po dwóch minutach dowiedziała się już o szcze­gółach</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/po-dwoch-minutach-dowiedziala-sie-juz-o-szcze%c2%adgolach/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/po-dwoch-minutach-dowiedziala-sie-juz-o-szcze%c2%adgolach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:17:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[od tylu lat]]></category>
		<category><![CDATA[wracam do domu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/po-dwoch-minutach-dowiedziala-sie-juz-o-szcze%c2%adgolach/</guid>
		<description><![CDATA[Wracając do Shere Neck, włączyła radio na cały regulator, aby jakoś trzymać się przy życiu i nie myśleć o niczym. Z każdą milą uświadamiała sobie jednak coraz silniej, że nie zdoła ukryć swoich przeżyć przed Sheryl i tym samym &#8211; nie dotrzyma danej obietnicy. To, co przeżyła, musi być widoczne, w twarzy, w głosie. Ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wracając do Shere Neck, włączyła radio na cały regulator, aby jakoś trzymać się przy życiu i nie myśleć o niczym. Z każdą milą uświadamiała sobie jednak coraz silniej, że nie zdoła ukryć swoich przeżyć przed Sheryl i tym samym &#8211; nie dotrzyma danej obietnicy. To, co przeżyła, musi być widoczne, w twarzy, w głosie. Ale jej obawy okazały się bezpodstawne. Może potrafiła ukrywać wnętrze lepiej, niż sądziła, a może Sheryl okazała się mniej spostrzegawcza? W każdym razie Sheryl zadała tylko kilka zdawkowych pytań dotyczących jej powtórnej wizyty w Midian, zanim przeszła do opowiedzenia o Curtisie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chcę, żebyś go poznała &#8211; powiedziała. &#8211; Po prostu upewnisz mnie, że nie śnię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zamierzam jechać do domu, Sheryl &#8211; odrzekła Lori.<span id="more-9"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chyba nie dziś wieczór. Za późno już.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Miała rację, dzień już się kończył i Lori nie powinna myśleć o podróży do domu. Nie mogła jednak wymyślić żadnego powodu, by odmówić prośbie Sheryl, tak, by jej nie urazić.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Obiecuję, że nie będziesz się czuła jak brzydula na doczepkę &#8211; stwierdziła Sheryl. &#8211; On powiedział, że chce cię poznać. Opowiedziałam mu wszystko o tobie. To znaczy&#8230; nie wszystko. Ale wystarczająco wiele, o na­szym spotkaniu &#8211; zrobiła beznadziejną minę. &#8211; Po­wiedz, że przyjdziesz &#8211; prosiła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przyjdę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Fantastycznie! Zaraz do niego zadzwonię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy Sheryl wyszła do telefonu, Lori wzięła pry­sznic. Po dwóch minutach dowiedziała się już o szcze­gółach wieczornego spotkania.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Umówiliśmy się w restauracji, którą on zna, koło ósmej &#8211; zawołała Sheryl. &#8211; Ma nawet znaleźć dla ciebie towarzystwo.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie, Sheryl&#8230;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Sądzę, że żartował &#8211; odpowiedziała. Pojawiła się w drzwiach łazienki</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/po-dwoch-minutach-dowiedziala-sie-juz-o-szcze%c2%adgolach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie zdawała sobie sprawy, z jaką siłą działały</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/nie-zdawala-sobie-sprawy-z-jaka-sila-dzialaly/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/nie-zdawala-sobie-sprawy-z-jaka-sila-dzialaly/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:17:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[gry bluetooth]]></category>
		<category><![CDATA[od tylu lat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/nie-zdawala-sobie-sprawy-z-jaka-sila-dzialaly/</guid>
		<description><![CDATA[Nagle pokryła się gęsią skórką, szumiało jej w uszach. Żadną siła woli nie była w stanie zwalczyć zwierzęcego imperatywu zakazującego jej schodzić; mo­gła tylko stać jak wmurowana i gapić się w głąb. Nawet łzy nagle wyschły i ślina odpłynęła w głąb z ust, więc nie mogła także mówić. Nie zdołałaby teraz zawołać w ciem­ność, by [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nagle pokryła się gęsią skórką, szumiało jej w uszach. Żadną siła woli nie była w stanie zwalczyć</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zwierzęcego imperatywu zakazującego jej schodzić; mo­gła tylko stać jak wmurowana i gapić się w głąb. Nawet łzy nagle wyschły i ślina odpłynęła w głąb z ust, więc nie mogła także mówić. Nie zdołałaby teraz zawołać w ciem­ność, by wymusić jakąś odpowiedź. Chociaż nie widziała nikogo, wiedziała intuicyjnie, że są o wiele straszniejsi niż Rachel i jej dziecko-bestia. Zmiana kształtu to niemal naturalny akt na tle innych umiejętności, jakie posiedli. Czuła ich perwersyjność w powietrzu. Wdychała i wydy­chała ją. To oczyściło jej płuca i przyspieszyło akcję serca.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jeśli zwłoki Boone’a służyły im za igraszkę, nie było o czym mówić. Musiała się pocieszyć nadzieją, że jego duch był gdzieś w jasności.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pokonana, cofnęła się o krok. Cienie jednak nie­chętnie ją opuszczały. Czuła, jak wciskają się pod jej bluzkę i chwytają za rzęsy; tysiąc małych uchwytów na jej ciele, spowalniających odwrót.<span id="more-8"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nikomu nie powiem &#8211; stwierdziła półgłosem. &#8211; Proszę, pozwólcie mi iść!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale cienie trzymały się, zapowiadając odwet, gdyby chciała je odtrącić.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Obiecuję &#8211; powiedziała. &#8211; Cóż więcej mogę zrobić?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">I nagle, skapitulowały. Nie zdawała sobie sprawy, z jaką siłą działały, dopóki nie odstąpiły. Potknęła się i padła u szczytu schodów w światło panujące w przedpo­koju. Odwracając się plecami do krypty, wpadła na drzwi i wyszła na słońce.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Było za jasno. Zakryła oczy. Trzymała się prosto dzięki temu, że pochwyciła kamienny portyk, aż przywy­kła do światła. Trwało to kilka minut; stała przy mauzo­leum, drżąca i sztywna. Gdy tylko poczuła, że może patrzeć przez na wpół przymknięte oczy, spróbowała iść do głównej bramy, błądząc i myląc kierunki.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy tam wreszcie dotarła, przywykła jakoś do bezdusznego światła i nieba. Nogi odmówiły posłuszeńst­wa i nie była w stanie iść dalej niż kilka kroków pod górę do Midian. Wydawało się, że zaraz zwali się na ziemię. Organizm, przesycony adrenaliną, aż tętnił. Ale przynajmniej żyła. </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przez </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">krótką chwilę tam, na schodach, ważyły się jej losy. Cienie mogły ją zabrać, nie wątpiła w to. Chciały ją zabrać do Podziemnego Świata i odebrać nadzieję. Czemu ją uwolniły? Może dlatego, że uratowała dziecko; może dlatego, że przyrzekła milczeć i zaufano jej. Nie wyglądało to jednak na postępowanie potworów, a musiała wierzyć, że to, co żyło pod cmentarzem w Midian, zasłużyło na to miano. Któż inny niż potwory wije sobie gniazdo wśród umarłych? Mogą się nazywać Nocnym Plemieniem, lecz ani słowa, ani gesty dobrej woli nie zamaskują ich prawdziwej natury.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/nie-zdawala-sobie-sprawy-z-jaka-sila-dzialaly/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie miałaś tego oglądać</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/nie-mialas-tego-ogladac/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/nie-mialas-tego-ogladac/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:15:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[winamp]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/nie-mialas-tego-ogladac/</guid>
		<description><![CDATA[Wiemy &#8211; brzmiała odpowiedź z ciemności. &#8211; Widzieliśmy. A jednak musisz wrócić.
Widzieliśmy &#8211; powtórzyła w myśli Lori. Ilu jeszcze było pod ziemią, ilu z Nocnego Plemienia?
Bliskość otwartych drzwi kusiła ją, by zdobyć się na odwagę i rzuciła wyzwanie głosowi, który usiłował uci­szyć jej informatorkę.
- Uratowałam dziecko &#8211; powiedziała. &#8211; Myślę, że za to zasłużyłam na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wiemy &#8211; brzmiała odpowiedź z ciemności. &#8211; Widzieliśmy. A jednak musisz wrócić.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Widzieliśmy &#8211; powtórzyła w myśli Lori. Ilu jeszcze było pod ziemią, ilu z Nocnego Plemienia?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Bliskość otwartych drzwi kusiła ją, by zdobyć się na odwagę i rzuciła wyzwanie głosowi, który usiłował uci­szyć jej informatorkę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Uratowałam dziecko &#8211; powiedziała. &#8211; Myślę, że za to zasłużyłam na wdzięczność.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W ciemności zaległa cisza, potem rozbłysnął punk­cik gorącego popiołu i Lori zdała sobie sprawę, że Pan Lylesburg stoi niemal u szczytu schodów, gdzie światło z zewnątrz powinno go właściwie oświetlać, chociaż słabo, ale cień jakoś zakrzepł na jego sylwetce i uczynił niewidzialnym &#8211; oprócz papierosa.<span id="more-6"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dziecko nie ma życia, żeby można je było ratować &#8211; odezwał się do Lori &#8211; ale to co ma, należy do ciebie, jeśli chcesz. Przerwał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chcesz tego? Jeśli tak, bierz ją. Ona należy do ciebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Uwaga ta przeraziła ją.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Za kogo wy mnie bierzecie? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie wiem &#8211; odparł Lylesburg. &#8211; Ty jedna zażądałaś rekompensaty.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chcę tylko odpowiedzi na parę pytań &#8211; za­protestowała Lori. &#8211; Nie chcę dziecka. Nie jestem dzikusem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie &#8211; cicho stwierdził głos. &#8211; Nie jesteś. Więc odejdź. Nie masz tu nic do roboty.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zaciągnął się papierosem i w jego blasku mignę­ły rysy rozmówcy. Lori wyczuła, że chętnie by się teraz pokazał &#8211; odrzucił woal cienia za kilka chwil spotkania z nią twarzą w twarz. Podobnie jak Rachel, był wyniszczony; wydawał się jeszcze chudszy &#8211; bo miał kościec grubszej budowy i obszerne ubranie. Teraz, gdy oczy zapadły się, a mięśnie twarzy uwi­doczniły pod skórą jak papier, w jego wyglądzie rzu­cały się w oczy brwi jak szczotki i czoło pobrużdżone i chore.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To był przypadek &#8211; powiedział. &#8211; Nie miałaś tego oglądać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiem &#8211; odrzekła Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiesz zatem także, że mówienie o tym przynie­sie straszne konsekwencje.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">-</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em> </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie groźcie mi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie tobie &#8211; ciągnął Lylesburg. &#8211; Nam.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/nie-mialas-tego-ogladac/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kobieta miała ból w oczach</title>
		<link>http://slodki.aniolek.info/kobieta-miala-bol-w-oczach/</link>
		<comments>http://slodki.aniolek.info/kobieta-miala-bol-w-oczach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:14:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[czy warto inwestować?]]></category>
		<category><![CDATA[telefony komówrkowe]]></category>
		<category><![CDATA[wracam do domu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://slodki.aniolek.info/?p=4</guid>
		<description><![CDATA[Niemożliwe &#8211; powtarzał rozum. Gdzieś jednak we wnętrzu Lori uwierzyła. Zwierzę istniało realnie. Prze­miana miała miejsce. Otóż i żywe dziecko, płaczące w ramionach matki. Ona też była realna. Każda chwila, w której próbowała zaprzeczyć temu, co widziała, od­dalała zrozumienie tego, co widziała. Jej światopogląd nie obejmował takiej tajemnicy, ale jej rozwikłanie pozostawiała sobie na kiedy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Niemożliwe &#8211; powtarzał rozum. Gdzieś jednak we wnętrzu Lori uwierzyła. Zwierzę istniało realnie. Prze­miana miała miejsce. Otóż i żywe dziecko, płaczące w ramionach matki. Ona też była realna. Każda chwila, w której próbowała zaprzeczyć temu, co widziała, od­dalała zrozumienie tego, co widziała. Jej światopogląd nie obejmował takiej tajemnicy, ale jej rozwikłanie pozostawiała sobie na kiedy indziej. Teraz po prostu chciała odejść w słońce, tam, gdzie bały się wycho­dzić istoty zmieniające kształt. Nie ośmieliła się oder­wać od nich oczu, dopóki nie znajdzie się w słońcu. Dotknęła muru, aby kierował jej ostrożnymi krokami. Matka Babette chciała jednak zatrzymać ją jeszcze na chwilę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zawdzięczam ci coś &#8211; odezwała się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie &#8211; odparła Lori. &#8211; Nie chcę&#8230; nic&#8230; od ciebie.<span id="more-4"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Chciała już odejść, ale scena, która się przed nią rozgrywała: dziecko dotykające policzka matki i szlo­chające &#8211; wzruszyła ją. Niesmak został zastąpiony przez zaszokowanie, strach, zmieszanie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pozwól pomóc sobie &#8211; powiedziała kobieta. &#8211; Wiem, dlaczego tu przyszłaś.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wątpię </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">stwierdziła Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie marnuj czasu &#8211; odrzekła kobieta. &#8211; Nic tu</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">po tobie. Midian to dom Nocnego Plemienia. Tylko dla Nocnego Plemienia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ściszyła głos niemal do szeptu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nocne Plemię? &#8211; spytała Lori nieco głośniej. Kobieta miała ból w oczach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ciii &#8211; odezwała się. &#8211; Nie powinnam ci tego mówić, ale przecież tyle ci zawdzięczam.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori zatrzymała się przy wejściu. Instynkt kazał jej czekać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Znasz człowieka nazwiskiem Boone? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kobieta otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, jej twarz wyrażała sprzeczne uczucia. Chciała odpowie­dzieć, to jasne, lecz strach powstrzymywał ją przed mówieniem. I tak nie miało to znaczenia, jej wahanie wystarczało za odpowiedź. Znała Boone’a &#8211; teraz lub w przeszłości.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Rachel.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zza drzwi prowadzących pod ziemię rozległ się jakiś głos. Głos mężczyzny.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chodź tutaj &#8211; domagał się. &#8211; Nie masz nic do powiedzenia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kobieta zerknęła w stronę schodów.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Panie Lylesburg &#8211; powiedziała głosem pełnym formalności. &#8211; Ona ocaliła Babette.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://slodki.aniolek.info/kobieta-miala-bol-w-oczach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
