↓ Archives ↓

Kobieta miała ból w oczach

Niemożliwe – powtarzał rozum. Gdzieś jednak we wnętrzu Lori uwierzyła. Zwierzę istniało realnie. Prze­miana miała miejsce. Otóż i żywe dziecko, płaczące w ramionach matki. Ona też była realna. Każda chwila, w której próbowała zaprzeczyć temu, co widziała, od­dalała zrozumienie tego, co widziała. Jej światopogląd nie obejmował takiej tajemnicy, ale jej rozwikłanie pozostawiała sobie na kiedy indziej. Teraz po prostu chciała odejść w słońce, tam, gdzie bały się wycho­dzić istoty zmieniające kształt. Nie ośmieliła się oder­wać od nich oczu, dopóki nie znajdzie się w słońcu. Dotknęła muru, aby kierował jej ostrożnymi krokami. Matka Babette chciała jednak zatrzymać ją jeszcze na chwilę.

- Zawdzięczam ci coś – odezwała się.

- Nie – odparła Lori. – Nie chcę… nic… od ciebie.

Chciała już odejść, ale scena, która się przed nią rozgrywała: dziecko dotykające policzka matki i szlo­chające – wzruszyła ją. Niesmak został zastąpiony przez zaszokowanie, strach, zmieszanie.

- Pozwól pomóc sobie – powiedziała kobieta. – Wiem, dlaczego tu przyszłaś.

- Wątpię - stwierdziła Lori.

- Nie marnuj czasu – odrzekła kobieta. – Nic tu po tobie. Midian to dom Nocnego Plemienia. Tylko dla Nocnego Plemienia.

- Ściszyła głos niemal do szeptu.

- Nocne Plemię? – spytała Lori nieco głośniej. Kobieta miała ból w oczach.

- Ciii – odezwała się. – Nie powinnam ci tego mówić, ale przecież tyle ci zawdzięczam.

Lori zatrzymała się przy wejściu. Instynkt kazał jej czekać.

- Znasz człowieka nazwiskiem Boone? – spytała.

Kobieta otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, jej twarz wyrażała sprzeczne uczucia. Chciała odpowie­dzieć, to jasne, lecz strach powstrzymywał ją przed mówieniem. I tak nie miało to znaczenia, jej wahanie wystarczało za odpowiedź. Znała Boone’a – teraz lub w przeszłości.

- Rachel.

Zza drzwi prowadzących pod ziemię rozległ się jakiś głos. Głos mężczyzny.

- Chodź tutaj – domagał się. – Nie masz nic do powiedzenia.

Kobieta zerknęła w stronę schodów.

- Panie Lylesburg – powiedziała głosem pełnym formalności. – Ona ocaliła Babette.

No Comment

Be the first to respond!

Leave a Reply

wklejki Big Star narzędzia ogrodnicze, grille, kosy Więc proszę to zrobić. Wszelką wodę, którą znajdziemy. Proszę pobłogosławić. Pokropić nią ludzi. Może to w czymś pomoże, skoro kule nie skutkują. A pan, Decker, niech się trzyma z dala od tej pieprzonej im­prezy. platformowe gry Kraków wypożyczalnia samochodó serwis klimatyzacji warszawa To teraz sprawa policji.Po wydaniu rozkazów, Eigerman ruszył w stronę wrót cmentarza. Idąc przez unoszący się kurz pojął nagle, co Pettine rozumiał przez kopiec termitów. Gry hazardowe zraszacze foteliki samochodowe Pod ziemią coś się działo. Wydawało mu się nawet, że słyszy głosy, przemawiające do umysłu myślami o przedwczes­nym pogrzebie. Widział już kiedyś coś takiego, czy raczej skutki takiego faktu. Pracował łopatą przy ekshumacji kobiety, której krzyk dobiegał spod ziemi. Miała ku temu powód: urodziła dziecko i zmarła w trumnie. Niedoroz­winięte dziecko przeżyło.