Nie miałaś tego oglądać
Wiemy – brzmiała odpowiedź z ciemności. – Widzieliśmy. A jednak musisz wrócić.
Widzieliśmy – powtórzyła w myśli Lori. Ilu jeszcze było pod ziemią, ilu z Nocnego Plemienia?
Bliskość otwartych drzwi kusiła ją, by zdobyć się na odwagę i rzuciła wyzwanie głosowi, który usiłował uciszyć jej informatorkę.
- Uratowałam dziecko – powiedziała. – Myślę, że za to zasłużyłam na wdzięczność.
W ciemności zaległa cisza, potem rozbłysnął punkcik gorącego popiołu i Lori zdała sobie sprawę, że Pan Lylesburg stoi niemal u szczytu schodów, gdzie światło z zewnątrz powinno go właściwie oświetlać, chociaż słabo, ale cień jakoś zakrzepł na jego sylwetce i uczynił niewidzialnym – oprócz papierosa.
- Dziecko nie ma życia, żeby można je było ratować – odezwał się do Lori – ale to co ma, należy do ciebie, jeśli chcesz. Przerwał.
- Chcesz tego? Jeśli tak, bierz ją. Ona należy do ciebie.
Uwaga ta przeraziła ją.
- Za kogo wy mnie bierzecie? – spytała.
- Nie wiem – odparł Lylesburg. – Ty jedna zażądałaś rekompensaty.
- Chcę tylko odpowiedzi na parę pytań – zaprotestowała Lori. – Nie chcę dziecka. Nie jestem dzikusem.
- Nie – cicho stwierdził głos. – Nie jesteś. Więc odejdź. Nie masz tu nic do roboty.
Zaciągnął się papierosem i w jego blasku mignęły rysy rozmówcy. Lori wyczuła, że chętnie by się teraz pokazał – odrzucił woal cienia za kilka chwil spotkania z nią twarzą w twarz. Podobnie jak Rachel, był wyniszczony; wydawał się jeszcze chudszy – bo miał kościec grubszej budowy i obszerne ubranie. Teraz, gdy oczy zapadły się, a mięśnie twarzy uwidoczniły pod skórą jak papier, w jego wyglądzie rzucały się w oczy brwi jak szczotki i czoło pobrużdżone i chore.
- To był przypadek – powiedział. – Nie miałaś tego oglądać.
- Wiem – odrzekła Lori.
- Wiesz zatem także, że mówienie o tym przyniesie straszne konsekwencje.
- Nie groźcie mi.
- Nie tobie – ciągnął Lylesburg. – Nam.
Leave a Reply
No Comment
Be the first to respond!