Nie zdawała sobie sprawy, z jaką siłą działały
Nagle pokryła się gęsią skórką, szumiało jej w uszach. Żadną siła woli nie była w stanie zwalczyć zwierzęcego imperatywu zakazującego jej schodzić; mogła tylko stać jak wmurowana i gapić się w głąb. Nawet łzy nagle wyschły i ślina odpłynęła w głąb z ust, więc nie mogła także mówić. Nie zdołałaby teraz zawołać w ciemność, by wymusić jakąś odpowiedź. Chociaż nie widziała nikogo, wiedziała intuicyjnie, że są o wiele straszniejsi niż Rachel i jej dziecko-bestia. Zmiana kształtu to niemal naturalny akt na tle innych umiejętności, jakie posiedli. Czuła ich perwersyjność w powietrzu. Wdychała i wydychała ją. To oczyściło jej płuca i przyspieszyło akcję serca.
Jeśli zwłoki Boone’a służyły im za igraszkę, nie było o czym mówić. Musiała się pocieszyć nadzieją, że jego duch był gdzieś w jasności.
Pokonana, cofnęła się o krok. Cienie jednak niechętnie ją opuszczały. Czuła, jak wciskają się pod jej bluzkę i chwytają za rzęsy; tysiąc małych uchwytów na jej ciele, spowalniających odwrót.
- Nikomu nie powiem – stwierdziła półgłosem. – Proszę, pozwólcie mi iść!
Ale cienie trzymały się, zapowiadając odwet, gdyby chciała je odtrącić.
- Obiecuję – powiedziała. – Cóż więcej mogę zrobić?
I nagle, skapitulowały. Nie zdawała sobie sprawy, z jaką siłą działały, dopóki nie odstąpiły. Potknęła się i padła u szczytu schodów w światło panujące w przedpokoju. Odwracając się plecami do krypty, wpadła na drzwi i wyszła na słońce.
Było za jasno. Zakryła oczy. Trzymała się prosto dzięki temu, że pochwyciła kamienny portyk, aż przywykła do światła. Trwało to kilka minut; stała przy mauzoleum, drżąca i sztywna. Gdy tylko poczuła, że może patrzeć przez na wpół przymknięte oczy, spróbowała iść do głównej bramy, błądząc i myląc kierunki.
Kiedy tam wreszcie dotarła, przywykła jakoś do bezdusznego światła i nieba. Nogi odmówiły posłuszeństwa i nie była w stanie iść dalej niż kilka kroków pod górę do Midian. Wydawało się, że zaraz zwali się na ziemię. Organizm, przesycony adrenaliną, aż tętnił. Ale przynajmniej żyła. Przez krótką chwilę tam, na schodach, ważyły się jej losy. Cienie mogły ją zabrać, nie wątpiła w to. Chciały ją zabrać do Podziemnego Świata i odebrać nadzieję. Czemu ją uwolniły? Może dlatego, że uratowała dziecko; może dlatego, że przyrzekła milczeć i zaufano jej. Nie wyglądało to jednak na postępowanie potworów, a musiała wierzyć, że to, co żyło pod cmentarzem w Midian, zasłużyło na to miano. Któż inny niż potwory wije sobie gniazdo wśród umarłych? Mogą się nazywać Nocnym Plemieniem, lecz ani słowa, ani gesty dobrej woli nie zamaskują ich prawdziwej natury.
Leave a Reply
No Comment
Be the first to respond!